New Rebelion

Team A III, 33.06

33.06

Cato Neimoidia, Zarra – stolica

Dziennik Otu Chaundirr

 

… Zlecenie na Bushi okazało się tylko przykrywką aby ten beroya Mando'ad mógł dorwać R3D'a. Nikomu jeszcze o tym z ekipy nie powiedziałem ale dzięki temu że mogłem zajrzeć w moc wiem że R3D wisi temu beroya tad milony kredytów… to trochę dużo.
 

Jak dobiegliśmy na miejsce beroya już uciekł ( po tym jak Casianus'd postrzelił mu plecak). Zostało nam tylko czekać na bal w którym moglibyśmy przekonać hrabiego Vidiana aby odpuścił naszej fabryce.


Zracji że nie należę do dyplomantów a raczej do wojskowych i wywiadu, plus jestem Mando'ad ułatwiło mi to rozmowy w lokalach i pozdobywanie informacji o Vidianie. Wiem że zaraz po Tarkinie i Vaderze jesto to kolejna osoba najbardziej lubiana przez opinię publiczną. Jego fabryki są nie samowicie produktywne, aż podejrzane…

 

Bushi zdobyła razem z Casianusem'd nową koleżankę z którą wspólnie wkręcą się na bal. Morgus wkręcił się jako ochroniaż, a R3D zamkną się w warsztacie ( za duże ryzyko że jakiś nibral go rozpozna). Ja sam zająłem się treningiem i medytacją, aż przypomniała mi sie pieśń Wojowników Cienia którą każdy Mando'ad się uczy tańczyć i śpiewać:

 

Taung sa rang broka Mando'ade ka'rta.
Dha Werda Verda a'den tratu,
Manda'yaim kandosii adu.
Duum motir ca'tra nau tracinya.
Gra'tua cuun hett su dralshy'a.

Kom'rk tsad droten troch nyn ures adenn.
Dha Werda Verda a'den tratu,
Manda'yaim kandosii adu.
Duum motir ca'tra nau tracinya.
Gra'tua cuun hett su dralshy'a.

 

Na sam bal zaprosiłem przypadkowo spotkaną dziewczynę, Jessikę. Mimo że nie była Mandalorianką uznałem że to miła odmiana od pustynnego klimatu, a także moja przykrywka będzię wiarygodniejsza z osobą towarzyszącą.

Na balu nie działo się za wiele ciekawego po za tym że honorowym gościem był ślepy Hutt. Do momentu aż zmarła otruta przyjaciółka Bushi. A propo Bushi. Nie wiem jak to zrobiła razem z Morgusem ale ich taniec powalił na kolana wszystkich, czym zyskali łaskę Vidiana. W zamian za to Bushi porozmawiała z nim na osobności. Nie wiem czym ją namówił ale wystąpiła publicznie przed telewizją namawiając obcych do pracy w fabrykach Vidiana.

 

Bal zmierzał ku końcowi gdy z niewiadomych przyczyn R3D ( już nie pierwszy raz na tym balu) zakradł się ważnej osobie na plecy. Tym razem to był Vidian. Poczułem chłód i zgrozę a następnie fajerwerki wystrzeliły prosto w Vidiana….

View
TEAM C III

Togrutanka przedstawiła się, jako Ashla i jak widać miała pewne podejrzenia, co do Naszych wyjaśnień. Udało się jednak dojść do porozumienia, bowiem rój Ashern nie zadbał o szczegóły Naszej misji, co doprowadziło do znanych już tragicznych skutków, dla zespołu badawczego Imperium. Co się stało, niestety się nie odstanie, Nasza pomoc jednak była dalej potrzebna zarówno Ashli jak i Ashernom.

Nowe wyzwanie wiązało się ze sprowadzeniem nowych członków do zespołu badawczego. Ashla szybko wyjaśniła Nam, że dopóki nikomu nie stanie się krzywda, mamy sprowadzić trójkę naukowców za wszelką cenę do wioski zamieszkiwanej przez Ashern.

Jedyny posiadany przez nas środek transportu to ocalałe AT-ST z bazy imperialnej, wykorzystaliśmy, więc je, aby skrócić czas podróży. Pertraktacje i snucie wizji świetlanej przyszłości, oraz rozwoju naukowego nie były mocną stroną drużyny, udało się Nam jednak zlokalizować i nawiązać kontakt z naukowcami.

Upraszczając historię – bez niemal żadnych strat po żadnej ze stron (RIP – sanki do dżungli model Cas 1.0) sprowadziliśmy naukowców do Ashli i roju. W drodze napotkaliśmy też byłego towarzysza Jimmyego z jednostki, nie było to może najprzyjemniejsze spotkanie, dawni kompani zawarli między sobą układ kładący na szali życie i sumienie jednego z nich.

View
Team A III

Otu Chauddir atir Volskar, Dzień nie znany, 6 lat po ucieczce na Tatooine .

Sprzedałem swój ostatni granat i wymieniłem na bilet w jedną stronę do Coruscant, niestety z nieznanych mi przyczyn lot musiał się odbyć z przesiadką w Cato Nemodia, i na miejscu mogłem po raz pierwszy uświadczyć nowego porządku o którym tylko z plotek słyszałem. Wojna się skończyła. Porządek który zaprowadzali Jettise przez tyle lat przestał istnieć. Mimo wielkiej pogardy jaką darzą przedstawiciele mojej nacji do użytkowników mocy przez ostatnie lata wojny pracując dla nich uświadczyłem że nie są tym za kogo przedstawiali ich na Manda'yaim a teraz za kogo przedstawia ich nowe Imperium. Shabla, już po przylocie na Cato Nemodia nowe imperium zarekwirowało statek transportowy tylko dla tego że leciał z zewnętrznych rubieży. Utknąłem na planecie moich dawnych wrogów. Ile żyć odebrałem na tej zapomnianej przez moc planecie? Modlę się tylko o to aby żadne z nich nie okazało się niewinne…

Znalazłem tutejszych chakaar zwanych White Scars. Mimo mej pogardy dla tej grupy społecznej nauczyłem się pracować z nimi przez wiele lat i wiedziałem że to najszybszy sposób na znaleźienie pracym bez zaciągania się do wojska. Z moim doświadczeniem szybko bym awansował. Ale nie po to znalazłem się na Tatooine aby wracać na front. Tym bardziej że nowe Imperium jest przeciwieństwem Resol'nare i prędzej czy później zagrożą wszystkim Mando'ad. To tylko kwestia czasu. Jango Fett się mylił że przyszłością Mando'ad jest zagłada Jettise, to właśnie się dowiedziałem poszukując odkupienia na Tatooine że Mando'ad patrzą nie w tą stronę galaktyki chcąć uratować nasze kiedyś wspaniałem imperium. Dla Imperium galatkycznego jesteśmy przyszłą konkurencją i nie pozwolą nam istnieć w spokoju. Temu zgodziłem się ochraniać Bushi i Red'a, bo chcą zbudować fabrykę droidów B1 tuż pod nosem Imperium. Tylko czemu to muszą być droidy…..

Nie mal od począdku wiedziałem że dostałem do ochrony bandę nibrali… Chyba tylko devorianin Cassius'd (przez nieme D) i Vol Morgus ( który no ta bene wygląda jak wróg numer 1 Mando'yaim – Darth Maul) rozumieją zasadę Verd ori'shya beskar'gam, za co ich szanuję. Niestety w miarę jak chcieliśmy się wkręcić na bal charytatywny jako ochrona dostaliśmy nie typowe zlecenie. Hrabia zażyczył sobie fabryki i wiedziałem że trzeba to będzie sprytnie rozegrać bo zabójstwo towarzyszy nie wchodziło w grę… Niestety na miejscu był jeszcze jeden łowca nagród, Mando'ad. Jak tylko wyszliśmy z pałacu natychmiast ruszył w kierunku Sulustanki, poprzez Comlink ich uprzedziliśmy o kłopotach. Na miejscu gdy się schowałem na dachu zobaczyłem tego iviin'yc Mando'ad że jego celem nie była Sulustanka…. Ale czemu Red wisi mu dwa miliony kredytów ??? Cóż nie długo się dowiem.

Aliit ori'shya taldin

View
Pierwsza próba

Nie było mnie na wcześniejszej sesji więc ciężko napisać to w jakiejś ładnej formie, ale generalnie z rzeczy które się wydarzyły które warto wiedzieć: 24 małe Wookie zarażone wirusem blue nie dostały odtrutki. Nie mamy informacji na temat tego jak długi jest czas działania trucizny na tą rasę, jednak prawdopodobnie nasza bezczynność w ich sprawie doprowadziła do ich śmierci. Ponoć to Wookie które zarażone zostały już na poprzedniej sesji więc powinny się obecnym wtedy kojarzyć. Z pozyskanego datapadu Eedirn pozyskał informację na temat prawdopodobnego miejsca w którym mógłby ukryć się nasz Drallowy przyjaciej. Jednakże, nie zdążył on uciec z planety i kiedy tylko załoga zauważyła statek ruszyliśmy za nim, z pełną prędkością. Udało nam się go dogonić i kilkukrotnie strzelić, powodując tym uszkodzenie silników w statku naukowca i zagonić go między asteroidy. Pilot, Tinker, postanowił wykonać niebezpieczny manewr i wylądował na dachu statku naukowca korzystając z tego że nie miał on smykałki do latania i pozwolił się do siebie zbliżyć. W tym momencie żaden ze statków nie był w stanie użyć broni a na naszym zaczęła toczyć się dyskusja o to jak dostać się do wnętrza statku. Pomysłów było kilka, ale w trakcie rozmowy w pojeździe uciekiniera zgasły silniki. Kiedy drużyna stwierdziła że jest już gotowa do akcji, przygnieciony przez nich statek wystrzelił 10 kapsuł by po chwili eksplodować, uszkadzając delikatnie przywierający pojazd. Szybko wykonaliśmy skan na obecność życia w każdej z nie będących jeszcze daleko kapsuł. W każdym przypadku test był pozytywny. Już już nasz porywczy Eedirn chciał zestrzelić je wszystkie, kiedy jego działanie zostało powstrzymane przez Dralla. Skomunikował się z nami i powiedział że całe pole asteroid jest zaminowane i właściwie w każdej chwili może z nami skończyć. Obiecał nam że jeśli my zabijemy jego to i on nas. Nie docenił jednak naszego specjalisty od mechanizmów kombinowanych, który to wykrył sygnał nadawany z jednej z kapsuł i wysadził dralla jego własną bronią. Pozostałe 9 kapsuł uruchomiło hipernapęd i każda pomknęła w innym kierunku, każda prawdopodobnie z żywą istotą zarażoną wirusem blue w środku. Nim wylecieliśmy z pola asteroid okazało się że ze statku naukowca przetrwał komputer i być może da się z niego odzyskać jakieś cenne dane. Nie posiadając odpowiedniego kombinezonu wybór był prosty: droid wychodzi w przestrzeń, przywiązany liną, wydobywa dysk i wciąga się z powrotem. Plan był prosty i wydawałoby się że wszystko pójdzie bez problemu. Ale będąc już w przestrzeni Tinker zauważył że komputera trzyma się postać. I to nie byle czyja, a właśnie uśmierconego kosmity, bez nóg. Był to zdecydowanie martwy drall jednak z jego ran sączyła się niebieska krew. Przy wydobywaniu dysku nie było możliwości się nią nie pobrudzić. Operacja się udała, ludzie na pokładzie ubzdurali sobie też coś o jakimś wirusie. Twierdzili że zatrzymał się w śluzie żeby objaśnić sytuację lecz nie przejmując się tym zbytnio otworzył ją mały Jack, który był bardzo uradowany na mój widok. Pamiętając że do wytworzenia antidotum potrzebne jest miejsce mocy, było to pierwsze na czym skupiła się załoga przy odzyskiwaniu danych. Udało się uzyskać również sam przepis wiec nie tracąc czasu którego organiczna część załogi uważała że miała coraz mniej czasu i polecieli z powrotem na planetę, na jej drugą stronę. Oczywiście wszystkie te zaminowane asteroidy nie mogły zostać zapomniane. Wszystkie eksplodowały w kosmicznej ciszy. Po dostaniu się w wyznaczone miejsce statek został zawieszony w powietrzu gdyż okazało się że miejsce mocy znajduje się w połowie wodospadu. Po napełnieniu kilku fiolek wodą stworzono 10 sztuk antidotum z czego 5 zostało niemal natychmiast zużyte. Coś dziwnego dało się zauważyć za wodospadem, coś co przyciągało. Nagle znikąd pojawiła się dziwna, humanoidalna istota. Na twarzy miała białą maskę z dziurą jedynie na usta i namalowanym wodospadem, chodziła z kijem . Pierwsze słowa rozwiały wszelkie wątpliwości co do tego czy jest agresywnie nastawiona. Ten ktoś przedstawił się jako Strażnik. Na pytanie czego odpowiedział że starożytnej świątyni, zaprosił nas nawet żebyśmy ją odwiedzili. Co też zresztą uczyniliśmy. Odstawiliśmy statek w najbliższe możliwe miejsce, które zresztą było dość daleko, a ta zadziwiająca istota już tam na nas czekała aby poprowadzić nas z powrotem. Po ponownym dotarciu nad wodospad Strażnik odnalazł schodki które wcześniej nam umknęły i zaczął nimi schodzić. Kończyły się one na skraju wodospadu. Nie zwalniając nawet Strażnik najzwyczajniej obrócił się i spadł z ostatniego schodka w dół. Po wyjrzeniu za krawędź próżno było szukać roztrzaskanych zwłok. Nikt jednak nie chciał sprawdzać czy po jego skoku jakie jednak uda się znaleźć. Eedirn zszedł kawałek na linie po czym się odpiął i… zniknął. Lina nie była już naprężona co z góry zauważyła reszta. To ośmieliło pozostałych i wszyscy powtórzyli czyn strażnika. W locie coś jakby wciągnęło ich w wodospad. Tam zjechali rynną do basenu w którym czekał już na nich Strażnik. Poza nim było tam jeszcze trochę zwierząt, normalne wejście do groty i, co zwracało uwagę, potężny posąg mężczyzny w kapturze trzymającego kij, a po jego obu stronach znajdowała się para drzwi. Specyficznego nastroju pomieszczenia dopełniał fakt że w wielu miejscach znajdowały się lewitujące kamienie. Strażnik mówił coś o próbach, że nie może przeprowadzić nas przez drzwi a jedynie wskazać drogę. Odpowiadał wymijająco i zagadkowo, lecz powiedział że do otworzenia drzwi potrzebny jest mistrz i uczeń. Na nic zdała się siła z jaką 300 kilogramowy droid próbował na wszelkie sposoby otworzyć drzwi. Na nic zdało się skupienie i wszelkie inne pomysły które realizowali towarzysze. Zrezygnowani w końcu postanowili opuścić to miejsce, zapisując je sobie w pamięci(i holomapie). Przed wyjściem strażnik poprosił ich o wykonanie pewnego zadania, konkretnie upolowania jednego ze stworów które Drall sprowadził na planetę(z dwoma już wcześniej walczyliśmy, nie pamiętam nazwy). Była to prośba skierowana głównie do naszego łowcy, Moista. Przyjęliśmy zadanie i skierowaliśmy się do wyjścia. Kiedy przeszliśmy przez otwór w skale znaleźliśmy się za ścianą wodospadu. Strażnik rozsunął ją bez muśnięcia, wykonując jednak pewien gest. Przeszliśmy przez tak utworzone przejście, stanęliśmy na wielkim głazie, a ten zaczął unosić się w górę. Gdy wyrównał się ze szczytem wodospadu wszyscy z niego zstąpili by po chwili usłyszeć jak spada i wielkim łoskotem uderza o ziemię. Po długim spacerze do statku ustaliliśmy plan jak znaleźć potwora. Powróciliśmy więc tam gdzie spotkaliśmy dwa ostatnie. Tinker i Moist wyszli na poszukiwania pieszo, reszta miała ich ubezpieczać ze statku. Korzystając ze swoich umiejętności łowca szybko namierzył potwora. Wymachiwał akurat maczugą za jakąś zwierzyną którą szybko i skutecznie utłukł a potem zjadł. Po chwili tropienia ułożył się w leżu i zasnął. W tym czasie założyliśmy pułapkę która miałaby nam pomóc w walce z tak potężnym i odpornym stworzeniem. Chwila dyskusji zaowocowała jednak decyzją o tym żeby Tinker wrócił na statek i przy użyciu działa okrętowego ustrzelił potwora gdy tylko Moist wyciągnie go na otwarty teren. Do momentu pojawienia się nad legowiskiem wszystko szło świetnie, jednak stwór przebudził się od hałasu silników. Zaczął uciekać. Moist oddał w jego stronę strzał aby ściągnąć go w swoją stronę, droid zawiesił już statek w powietrzu i pobiegł do działka, przy którym siedział narąbany Marcus. Za nic nie chciał dać się stamtąd wygonić. Łowca na dole zaczął mieć kłopoty; jego broń się zacięła a stwór był coraz bliżej. Udało się w końcu wygonić Marcus, jednak niecelny strzał w tym momencie okazałby się śmiertelny też dla członka załogi. Trzeba było zmienić pozycję, co zrobić miał Eedirn, niestety uprzedził go Marcus. Gdy miała zapaść decyzja o tym czy oddać strzał czy też nie statek ruszył gwałtownie z miejsca, kompletnie w odwrotnym kierunku. Oddalił się już spory fragment gdy ze stanowiska strzelniczego wygrzebał się Tinker i zdzielił Marcusa kilkukrotnie w twarz, do nieprzytomności, po czym go związał. I zamknął(i już nie wypuści). Tymczasem Moist otrzymał potężny cios od swojej zwierzyny. Ledwo się po nim podniósł, kilka metrów dalej co zapewnił mu nieznaczną przewagę i zaczął przesuwać się w kierunku skonstruowanej przez siebie pułapki. Właściwie już ją minął, wystarczyłoby tylko żeby stwór wciąż biegł prosto. Nie był aż tak głupi na jakiego wyglądał, zwęszył fortel i okrążył zasadzkę. Niemniej jednak potknął się co pozwoliło Moistowi na zwększenie dystansu i prawdopodobnie zachowanie życia. Statek był już przed nim, klapa otworzyła się a z środka zrzucono linę. Wystarczyło tylko dobiec w czym mogły przeszkodzić połamane żebra. Bestia niewiarygodnie szybko jak na swoją posturę znalazła się zaraz za łowcą i wyciągała już po niego swoją mięsistą łapę gdy z góry padł strzał. Tinker trafił potwora w bark, ledwo go raniąc lecz spowalniając. To wystarczyło by towarzysz chwycił się liny. Lecz statek zamiast zacząć lecieć w górę jak powinien w tej chwili, zaczął opadać. Całe to latanie jakiego doświadczył jednego dnia sprawiło że się przegrzał i nie mógł już dłużej wisieć w powietrzu. Stwór się otrząsnął, Moist wciąż na ziemi z liną w ręce a i cała reszta zbliżała się do podłoża coraz szybciej. Wtem ze stanowiska strzeleckiego zameldował się jednastoletjni Jack. Nikt nie musiał mu dwa razy powtarzać że ma strzelać. A strzelił na tyle celnie że z trafionego olbrzyma nie zostało nawet trofeum. Wszędzie gęsta maź. Statek wylądował niezbyt fortunnie i działo zostało uszkodzone. Kilka godzin było potrzebnych aby połatać Moista i przygotować statek do dalszego latania. Gdy już wszystko było gotowe wyruszyli opowiedzieć Strażnikowi o swoim… powodzeniu?

View
Śmierć ma wiele Imion

Mandalorianin stał pośród ciał jego rodaków z jego twarzy, nie wyrażającej żadnych emocji, wciąż spływała krew jednego z nich…
Ale od początku, zaczęliśmy od spotkania z pozostałymi osobami które zdecydowały się pomóc modliszkom, spoon (którego rasy nie poznałem przez całą sesje, przez kapelusz na pewno) oraz Aza arcone ubranego jak paw, gdy zdecydowaliśmy nie zabijać nowo przybyłych Ashern podszedł z mapą i 30 ładunkami, wskazał trzy lokacje i z tego co zrozumieliśmy mieliśmy wszystkie trzy wysadzić. (Nie znamy ich języka i oczywiście źle ich zrozumieliśmy) C-45, jako że ładunki były ciężkie, zbudował profesjonalne i wpełni funkcjonalne… sanki do dżungli i wyruszyliśmy do pierwszego miejsca którym okazał się punkt łączności i przepompownia, Spoon wyjaśnił Casowi jak podłączyć ładunki a wyglądało to mniej więcej tak:
-———-
więc tak ten kabel jest od zasilania zapalnika, podłączasz go do nadajnika… spoon spojrzał na Casa który wyglądał jakby zasnął na stojąco, albo wogóle go nie słuchał
Kabel, ten drucik czerwony do czdrwonego twarz Casa dalej bezemocji mogła wskazywać na to iż mandalorianin nierozumie nic a nic i bardziej interesuje go czapka
-Ten, tu ten tu i potem klik ten przycisk i wybucha.
-Ok-odpowiedział Cas po czym bezzwłocznie ruszył do celu, przekradł się do zabudowań wspiął się na antenę, zamontował ładunki i zgodnie z instrukcjami nacisnął detonator. Wybuch posłał go 6m dalej nieprzytomnego (byłem na -40hp xD) reszta wybiła strażników, wysadziła budynek a Az słysząc że ktoś przeżył zawalił reszte budynku. Z 10 ciężarówek zabraliśmy dwie w tym jedną pełną bakty w której pływał Cas, pozostałe osiem ustawiliśmy w kutasa i wysadziliśmy (żeby na ekranach w stolicy zobaczyli) ruszyliśmy do drugiej placówki po drodze, musieliśmy przebić się przez płytką ale wartką rzekę więc ustawiliśmy tempomat w aucie by ta wjechała do rzeki i zrobiła most. Jimmy okazał się za dobry i ciężarówka przejechała ale tył całe szczęście został i zrobił nam most. Niesiony impulsem Jimmy kolejną ciężarówką przejechał tyłem i tym razem ciągnik został w rzece i odpłynął w dal. Mając naczepę i ciągnik połączyliśmy w megazorda (czyt. W jedną całą) i pojechaliśmy dalej zostawiając na skraju dżungli i dalej idąc pieszo, placówka okazała się mniejsza i zwyczajowo Cas z Jimmem wystrzelali wszystkich po czym ruszyli po poprzednia ciężarówkę a Az i Spoon zajadali się niedokończonymi obiadami. Jadąc po megazorda zauważyliśmy 6 tie które rozdzieliły się na dwie grupy, jedna zniszczyła za nas placówkę druga ruszyła na Jimmiego (Cas wysiadł jak tylko zauważył je i był w szoku.że Jimmy nie ale to co było.potem…) tie wysadziły auto z Jimmim który wyskoczył z naturalnej rampy i na tle eksplozji wskoczył ma tie wyrzucił pilota, wsiadł zestrzelił drugiego a potem w eksplozji swojego tie swobodnie opadł.na ziemie (cały filmik na rebaliantube) niestety pieszo wraz z sankami (do dżungli) ruszyliśmy do trzeciego miejsca, bazy imperium i dzięki wspaniałemu planowi i grze aktorskiej Cassa, gdy imperialni go zauważyli powiedział że poluje na ptaki xD wzięli go w kajdany i sami go wprowadzili do środka! Jimmy wszedł główną bramą i jako.handicap też dał się zakuć w kajdany. Az i Spoon wdrapali się na mur (spoon nieco później, jak już skruszył większość 5m muru nieudanymi próbami zaczepienia kotwiczki) przejęli at-st i tie w trakcie gdy ludzie zabijali stormtrooperów przyjaciół Jimmiego. Ich imiona poda wspaniały Mg. Oba tie zostały zniszczone przez drugie at-st a on sam przez dzielnego.Az i Jimmiego który pokazał jak się strzela z at-st i spoona który zdążył oddać dobry strzał z tie. Gdy wyrżneliśmy wszystkich zaczęliśmy pogawędkę z znajomą Aza którą Cas zastrzelił… stun settingiem. Ukradliśmy połowe danych o badaniach nad szczepionką na blue, a Cas zjechał.do.kompleksu na dole, ogłuszył wszystki lekarzy, po czym powiedział reszcie że mają przygotować ucieczkę a on sie zajmie kompleksem. Jako że reszta chciała zostawić pacjentów i lekarzy a Cas uważał że to zbyt niebezpieczne, zaczął ustawiać ładunki wszędzie, kalecy (dziesięciu) mandalorianie poprosili o wypuszczenie kierowany impulsem którego do końca nie rozumiał wypuścił ich myśląc że są tu wbrew swojej woli lecz okazali się stormtrooperami więc wyrżnął ich strzelając.im w plecy. Jeden dobiegł.do niego rzucił nim o ścianę wybijając bark więc Cas bez emocji tak jak z resztą wbił mu vibronóż w gardło prawie dekapitując go, prawie bo nóż złamał się w nim. Wszystko na oczach wooki i drallów którzy zabarykadowali się w swoich pokojach więc zgodnie z instrukcjami aherna Cas wysadził placówkę wraz z 10 lekarzy i 10 wooki i draali. Gdy wruciliśmy z lekarką i at-st do asherna okazało się że mieliśmy uwolnić tych draali i wooki skłamaliśmy i wtedy wyszła asoka tano która powiedziała że kłamiemy i na tym koniec

View
TEAM A III
Wpis z dziennika Bushi:

 Ostatnie dni były intensywne – dołączenie do Buntowników, zakupienie fabryki droidów, udział w zabójstwie szefa mafii. Ale życie toczy się dalej i trzeba zorganizować surowce aby budować droidy. Mają mi w tym pomóc trzej nowi członkowie naszej drużyny: Zabrak – Vol Morgus, Mandalorianin – Otu oraz Devaronianin Cassius'd. Wyruszyliśmy do stolicy planety – Zarry i napotkaliśmy pierwszy problem z kim można załatwić legalny czy też nie transport surowców jak i gotowych dronów. Na szczęście okazało się, że wkrótce jest organizowany bal dla urzędników co stworzy doskonałą okazję dla mnie do nawiązania znajomości wśród imperium. Organizuje go Hrabia Vivian – mój konkurent w interesach. Nie sądzę aby był to zły znak, raczej nawet lepiej nadaje się do naszej przykrywki. Aby dodatkowo wyjaśnić naszą obecność na balu zaczęłam głosić wywody na temat biednych mieszkańców i to jak bardzo pragnę poprawić ich los.  Na dwa dni przed balem dostałam krótki sygnał od Vol Morgusa – Spieprzaj! – nie wiedziałam gdzie, nie wiedziałam przed kim tylko wybiegliśmy i lecieliśmy przed siebie i w tym szale zgubiliśmy po drodze Reda. Gdy tylko zobaczyliśmy na nszej drodze Vol Morgusa miałam nadzieję, że jesteśmy bezpieczni gdy nagle powalił mnie na ziemię i skuł i w tym samym momencie wymierzył z blastera w Cassius'a. Jak się okazało nie byłam celem a Red który został z tyłu i teraz był przyciśnięty przez obcego Mandalorianina krzyczącego "Gdzie są moje 2 miliony?!". Wiedziałam, że otworzenie fabryki na obcej planecie pod nosem Imperium nie będzie łatwe, ale czuje że nasze problemy dopiero się zaczną.

View
TEAM A II

Wiecie jak to jest miec przeszlosc zwiazana z Imperium i starac sie od niego odciac? Ja wiem. A wiecie jak to jest dostac prosta prace polegajaca na ochronie przy skomplikowanej operacji, ktora jest spisana na straty i drugiego dnia odwalic cos co moze zostac uznane za zdrade? I to przez wiecej niz jedna strone. Ja wiem.
Ta planeta, Cato Nemoidia, na ktorej bieda jest czyms normalnym a ludzie sa wywyzszani jakby byli w czyms lepsi byla moim domem przez kilka ostatnich dni. Na niej tez znalazlem robote. Niby prosta. Ochraniac kogos kto pod nosem Imperium chce zalozyc fabryke droidow bojowych i eksportowac je na zewnetrzne rubieze. Zadanie proste poki nie rzucasz sie w oczy wykwintnymi posilkami i wynajmowaniem pokoju, ktory w oczach tutejszej ludnosci uchodzi za luksus… ale ja mam byc tylko ochroniazem.
Jednak moj wspanialy pracodawca, Bushi i cos co przypomina pol droida, ktore kaze nazywac sie Red, postanowili nawet wkrecic sie na jakis charytatywny bal. Spoko. Nie ma sprawy. Wystarczy, ze razem z drugim kolesiem do ochrony, mandalorianinem, wkrecimy sie jako ochrona, i wszystko sie by udalu. Gdyby nie jedna rzecz. A nawet dwie. Hrabia Vidian, organizator balu, zeby sprawdzic przyszlych ochroniazy, kazal im zabic wlasnie Bushi. Bez zastanowienia ruszylem odegrac scene jej morderstwa gdy ten trzeci rzucil sie na Reda… cos mi tu smierdzi. Jakby wszystko bylo od poczatku ustawione. I po cholere im zalezy na tych droidach?
Morgus out…

View
TEAM B II

Corellia
Planeta słynąca ze swojej kuchni i trunków nie wygląda obecnie tak rozkwitająco i bogato jak można być przyzwyczajonym.

Coronet zmasakrowany przez silnie zakaźnego wirusa Blu, pełen ledwie żywych i wycieńczonych obywateli jest niezbyt przyjemnym widokiem. To właśnie tutaj jednak ma swój dom rodzinny Jack, który ugościł Nas chlebe… olejem i śrubą. Co niekoniecznie przypasowało żywym członkom drużyny, było jednak miłym gestem w tym ponurym świecie. Znajomym Jacka okazał się też przemytnik handlujący z Corellian Engineering Corporation, a właściwie wyciągający od ich skorumpowanego pracownika sprzęt.

To właśnie w trakcie pracy dla wspomnianego wyżej przedstawiciela rasy Chiss drużyna napotkała Pathrana-Hian (dawniej Helshar), oraz Nayę-Hian, paktujących sojusz z inkwizytorem -PierwszymBratem w celu przeciwstawienia się Black-Sun kierowanym przez Darth Maula..
Tak, a w środku tego bigosu Jack, Tinker, Zorin i Black’Star, niczym smakowite kąski obracające się w pysznym sosie, próbujące zorganizować plany statku dla nabierającej rozpędu grupy buntowników przeciwko Imperium.

Na szczęście udało Nam się zaszczepić Pathrana, wyraźnie zainfekowanego przez Blu, oraz przekazać dane szczepionki Nayi w celu wykorzystania jej w laboratorium, którym zarządzają, aby wspomóc obce rasy zarażane przez wirus. W całym zamieszaniu przy pomocy kontaktu od Chissowskiego cwaniaczka, udaje Nam się zorganizować możliwość uzyskania planów na CROC Gozanti, oraz dobić targu, aby uzyskać statek, warunek jest jeden – zmiana miłościwie panującego prezesa CEC.

Nic trudnego, w przeciągu pół godziny od dobicia targu, Jack wysyła odpowiednio zaszyfrowaną, (ale możliwą do podsłuchania) i bardzo wiarygodną wiadomość o wypełnieniu przez Prezesa misji dla grupy terrorystycznej posiadającej antidotum na Blu. Efektem jest imperialna zasadzka na Prezesa CEC, oraz wykradzenie planów statku CROC Gozanti.

Podsumowując szykujcie załogi dla statków, bo lada moment możemy potrzebować wprawionych pilotów i obsługi. Plany mamy zaiste szeroko zakrojone.

Niestety po zakończeniu akcji w CEC musieliśmy wyruszyć na kolejny już ratunek Pathranowi, gdyż wpadł w krzyżowy ogień pomiędzy Black-Sun, a separatystami droidów w trakcie ofensywnego buntu maszyn. Jak się jednak okazało nie taki Maul straszny jak go odłączyć od nóg (dzięki Jack!), oraz zabrać mu miecz (dzięki Jack!).
Ostatecznie droidy osądzają i wykonują bezlitosny wyrok na Moffie Corelli, chcąc ogłosić ją wolną planetą robotów. Drużyna uzgadnia z nimi, że nie ma konieczności eksterminacji organizmów żywych, warto jest współdziałać przeciwko silniejszemu wrogowi jakim jest Imperium, co będzie dalej ?

Na te i dalsze pytania odpowiedzą kolejne losy drużyny z pod Ciemnej’Gwiazdy
Uzupełnienie: urzędnik w CEC, z którym się układaliśmy nazywa się Jack Maiden, ułożyliśmy się z nim, że za pomoc w zmianie kierownictwa odda nam 5 gotowych jednostek C-ROC Gozanti, oraz plany tegoż statku. Hakując system centrali CEC w celu wrobienia prezesa natknąłem się na plany statku (wydałem na to Triumf), jak również informacje (następny Triumf) mówiące o tym, że CEC dysponuje "luźnymi" 5 jednostkami C-ROC ulokowanymi w stoczni w systemie Maryx Minor, mam ich numery. Wykonaliśmy co należało, teraz pozostaje tylko kwestia wyegzekwowania naszej zapłaty (co może się okazać trudne w obecnym klimacie tj. rewolucji droidów).

View
TEAM C

Wszystko zaczęło się, kiedy, zupełnie uczciwie i zgodnie z galaktycznymi tradycjami, prowadziłem zakłady o walki gladiatorów na arenie w naszej bazie na Ryloth. Kiedy w pojedynku podało decydujące uderzenie, nagle z nieba spadł płonący statek i zgniótł obu niewolników (co oczywiście, zgodnie z regulaminem, oznacza, że kredyty z zakładów zostają u mnie). Z wraku wysiadły dwie postacie (w sumie to twoi znajomi, których wysłałeś), nie mieliśmy dużo czasu na rozmowy, bo po chwili na bazę padł cień niszczyciela imperium, który zasłonił słońce…

Postanowiliśmy się stąd jak najszybciej zmywać do pobliskiego miasta, ale wszystkie pojazdy i zwierzęta transportowe zostały już zabrane. Poza jedną świnią, która okazała się zupełnie nie kooperacyjna.
Nie zwlekając dłużej wzięliśmy zapasy i wyruszyliśmy piechotą. Wieczorem, albo raczej odpowiednikiem tej pory dnia na Ryloth, znaleźliśmy schronienie w jaskini. Nad naszymi głowami przeleciały myśliwce imperium i zauważyliśmy znaki odległego bombardowania. Wewnątrz groty, znaleźliśmy świdry i przeraźliwie zimną, czarną substancje, ale nie było to znalezisko godne uwagi.

Po kolejnych dwóch dniach doszliśmy do stolicy. Tutaj już roiło się od imperialnych trooperów, którzy zestawili też wszystkie wejścia… Pomimo namowy ani Jimmy ani Cas nie chcieli poświęcić się dla reszty drużyny Z impasu uratował nas, z resztą jak zwykle, mój geniusz i przeperfekcyjna znajomość podziemnego półświatka. Udało nam się wejść do miasta poprzez niepilnowane kanały.

Przy wyjściu z kanałów zaczepił nas jakiś brutal, zupełnie nie rozumiejący zasad hazardu i wątpiący w moją uczciwość przy zakładach na arenie. Przemówiłbym mu do rozsądku, ale w sprawę wmieszał się strażnik i zostałem zmuszony oddać pieniądze.
Bez problemów dotarliśmy do portu, jednak tutaj musieliśmy stać w długiej kolejce do odprawy. (Mniej przystojni – ludzcy – członkowie grupy w nieco krótszej), wejście umożliwiły nam fałszywe dokumenty – cudem znalezione w kieszeniach. Jako (fałszywy) cel naszej podróży podaliśmy Corelie, gdyż była po drodze do rzeczywistego, demokratycznie wybranego przez nikogo z obecnych – Thyferry. Wsiedliśmy do szybko-kolorowej czerwonej Lambdy i wyruszyliśmy.

Moja propozycja, żeby skoczyć po drodze do sklepu została zignorowana (co oczywiście odbiło się na drużynie – ale o tym później). Trasa minęła nam bez problemów, widzieliśmy tylko kilka niszczycieli.

Wylądowaliśmy w stolicy, powiedziałem operatorowi, że jesteśmy tu jeden dzień aby uzupełnić zapasy bacty. Na miejscu przywitał nas bardzo miły jegomość przedstawiający cała wielką medyczną i turystyczną ofertę korporacji… Przy wejściu należało zdać próbki krwi, pokazać dokumenty. Zar bez problemu przeszedł odprawę i poszedł zwiedzać miasto, ale dla reszty grupy był to problem i przedłużaliśmy tą sytuacje jak długo się dało.

Byliśmy o krok od rezygnacji i ucieczki z planety, kiedy przyszły wyniki testów krwi. mieliśmy tajemniczą, nieznaną nawet najlepszym lekarzom Thyferry, chorobę, która zabiłaby nas w przeciągu kilku kolejnych miesięcy. Postawienie w takiej sytuacji pokazaliśmy dokumenty i zapłaciliśmy za leczenie. Spędziliśmy kilka dni, a może nawet pełnych koszmarów tygodni, w szpitalu, ale znakomici specjaliści zdołali nas uleczyć.
Wypuszczeni z ośrodka postanowiliśmy w końcu zająć się tym po co przybyliśmy – pomocy buntownikom.

Jak zwykle wszystko spadło na mnie i moje niezrównane umiejętności… Wykorzystując pokładowy komputer w Lambdzie zlokalizowałem skąd na planecie zostało wysłane wołanie o pomoc, ponieważ nie mogliśmy dostać się tam oficjalną drogą (drogi wynajem turystycznych pojazdów zdecydowanie odpadał), znalazłem kogoś kto wyprowadził nas za mury miasta. (Wykorzystując zamieszanie z powodu zbliżających się obchodów Dnia Życia). Pozbawieni ogłady i kultury ludzcy członkowie po prostu zastrzelił naszego przewodnika tuż po wyjściu do dżungli.

Ruszyliśmy w długą wyprawę. Zapoznaliśmy się z przyjazną lokalną fauną (złodziejskimi wiewiórami) i florą (drzewem kiełbasianym).
Dziwnym trafem w czasie podróży straciłem przytomność, a kiedy się ocknąłem u stóp leżały mi dwa wielkie pieczone orły.

Po tygodniach wędrówki dotarliśmy do dziwnej glinianej wioski – skąd pochodził sygnał.
Tutaj zobaczyliśmy grupę Vratixów (których ślina ma właściwości regenerujące) jak również, po przekradnięciu się dalej, pracowników korporacji.
Mało pamiętam z chaosu, który wybuchł – którego wynikiem było rozdzielenie się grupy.
Cas i ja zostaliśmy poprowadzenie przez modliszki do Asherna.
Natomiast Zar i Jimmy zajęli się pracownikami.

Spotkanie z Ashernem było konfundujące… Jak się okazało Ashern nie jest tylko ich dowódcą, ale wspólną świadomością całego roju Vratixów.
Sposob myślenia Asherna był tak odmienny od naszego, że rozmowy z nim były trudne, ale wyciągnęliśmy kila wniosków:
-Ashern traktuje pojedyncze osobniki jak części swojego ciała i sprawiło by mu ból rozdzielenie ich.
-Ashern nie chce dłużej być wykorzystywany przez ludzi do produkcji bacty i chcą sami ją sprzedawać.
-Poza Ashernem są inni, prawdopodobnie też produkujący bacte.
-Vratixy są w dziwy sposób pacyfistyczne.
-Planem Asherna było wykorzystaie nas do wysadzenia miasta, ale bomby które wyprodukował ledwo wystarczyły by do zniszczenia malego budynku.

Żeby im pomóc wpadliśmy na dwa pomysły: pierwszym jest wywiezienie Asherna z tej planety,( ale wymagałoby to załatwienia dużego transportowca, jak również poradzenia sobie z niszczycielami imperium, ochroną Thyferra, promieniami ściągającym, znalezieniem bezpiecznego miejsca do życia i wytłumaczeniem koncepcji samemu Ashernowi) – to łatwiejszy z nich. Drugim jest stworzeniem konfliktu między dwiema korporacjami i wykorzystaniem zamieszania aby wyzwolić Vratixy (sam nie rozumiem jak ma to zadziałać).

Nadszedł czas dojenia Vratixów, więc popędziliśmy z powrotem do wioski, odbiliśmy transport świeżej bacty, ukryliśmy wszystkie zwłoki i dowody walki, przez komunikator w pojeździe podaliśmy jakieś kłamstwo o pewnych problemach (znaczenia kodów ochrony są dla mnie nieznane), które zostały już zażegnane, z kilkoma ofiarami smiertelnymi, i ruszyliśmy żeby porzucić ciężarówkę w połowie drogi do miasta…

View
TEAM B

MELONY ZAKAZANE W IMPERIUM!

Bohaterowie z grupy B po powrocie na Ryloth, mając na uwadze że niechybnie czeka ich ucieczka z planety, skupili się na tym aby nie odejść z pustymi rękami. Bez środków na transport niewolników ani bez szans wobec przeważających sił imperium postanowili wydobyć tajemnicze artefakty z zalanej lawą świątyni Sithów, których przypuszczalna, wielka moc mogłaby pomóc w walce z oprawcą. 4 tygodnie prac doprowadziły ich do niektórym już znanej, "czarnej mazi". Substancja sprawiła że sprzęt przestawał działać, a dwójka jedi wyraziła głębokie zaniepokojenie jej obecnością. Gdy zaczęli się wycofywać przed, jak to określili, "płynnym strachem", po opuszczeniu świątyni ujrzeli nad sobą krążownik imperium. Niezrażeni Jack i Tinker kontynuowali pracę wydobywcze gdyż ustalili że od artefaktu dzieli ich jakieś 30 minut pracy, ze względu na kieszeń. Po otrzymaniu ostrzeżenia zaczęli szybciej pracować, a po przebiciu się ujrzeli że wszystko pokryte jest mazią. Nie mając logicznych podstaw do odczuwania wobec niej strachu pochwycili szybko przedmiot poszukiwań, który okazał się być wiekowym datapadem, a przynajmniej na taki wyglądał.

Zagrożenie wiszące nad głowami bohaterów zmusiło ich do szybkiego działania. Po uzyskaniu łączności z bazą protagoniści wysłali do Amandy i Marcusa ostrzeżenie wraz z poleceniem aby szybko udali się w ich stronę. Kozopodobne środki transportu już czekały przed wejściem do świątyni, więc nie zastanawiając się długo, czwórka towarzyszy ruszyła ku miastu. Krążownik opuściło kilka bombowców TIE z obstawą zwykłych myśliwców, i zaczęły one kierować się w stronę miasteczka Aps, położonego pod wulkanem kurortu spa pod którym powstawała rebeliancka baza. Już i tak jasne niebo zaczęły rozjaśniać ogniste grzyby wyrastające w miejscu w którym niegdyś na arenie odbył się turniej pod czarnym okiem Widzącego. Tinker wykonał zdjęcia i nagrania z wydarzenia które później przesłał do Shi-hiana i grupy C, tak aby mogli oni pokazać galaktyce jak tak na prawdę wygląda załatwianie spraw przez Imperium i że "wypadki" które pokazują w mediach wcale nie wydarzają się przez przypadek.

Black'Star i Zarn(?) używając mocy wykryli że czarna maź dostała się… do WNĘTRZA droidów. One jednak, korzystając z niepodważalnej logiki "jak nie widzę to nie ma", początkowo zbagatelizowały sprawę. Kiedy grupa dotarła pod miasto okazało się że jest ono kontrolowane przez liczne oddziały imperium. Dwójka poszukiwanych jedi, zakazany droid bojowy i równie poszukiwany przez związki z terrorystami Jack, musieli obmyślić plan jak dostać się na pokład statku. Zarn, jako najmniej rzucający się w oczy postanowił "zająć się wszystkim". Przemknął się on do miasta z zamiarem zakupienia skrzyni by przetransportować Tinkera na pokład Kraba. Zza rogu wyłoniła się Twil'ekanka która transportowała melony. Okazało się że jest paskudną kryminalistką, gdyż melony są nielegalne i szybko została zatrzymana przez funkcjonariuszy imperium. Zarn ustalił jednak skąd przybyła kobieta i licząc na znalezienie większej ilości skrzyń, udał się na miejsce, gdzie odkupił jedną od, jak się okazało, męża kobiety. Gdy już prawie był na miejscu, na jego drodze stanął oddział stormtrooperów. Miał już serce w gardle, gdyż kazali mu się wylegitymować. Podał swoje dane i… puścili go dalej życząc miłego dnia. Za przestępstwa których się dopuścił poszukiwany jest tylko w jednym sektorze. Powrócił do grupy, Tinker wszedł do skrzyni a jej wolną przestrzeń bohaterowie wypełnili piaskiem.

Stąd droga wiodła już prosto na lotnisko. Problem pojawiał się dalej, gdyż została wprowadzona blokada powietrzna, co oznaczało brak jakiejkolwiek możliwości odlotu bez odpowiedniego pozwolenia. Szczęśliwie, korzystając ze swoich niebagatelnych zdolności Jack włamał się do systemu i wystawił pozwolenia na przelot wszystkim trzem statkom. Drużyna B wzięła Kraba, nowo ochrzczony, dwuosobowy "Drazel" wraz z komunikatem i lokalizacją Cholgany czekał na Amandę i Marcusa a Lambda, również z przepustką na grupę C(tak, wystarczy że dostaniecie się na statek i możecie odlecieć bez większych problemów). Bohaterowie również musieli udać się na Cholganę, która w tym momencie była najbezpieczniejszą dla nich planetą z miejscem mocy. Musieli to zrobić w celu wytworzenia szczepionek na Blu, dla Black'Star i Zarna ponieważ ich dalsza droga wiodła w centrum Corelii.

Po dotarciu na Cholgannę towarzysze udali się do znanej już świątyni Jedi, aby na miejscu spotkać, tak jak wcześniej strażnika w swoim idyllicznym otoczeniu. Para jedi po wysłuchaniu jego wyjaśnień na temat świątyni i tego co może znajdować się za dwiema parami drzwiami które znajdowały się po bokach pomnika stwierdziła że musi tam wejść. Oboje zajęli pozycje, każdy przy jednych z drzwi. Tak jak powiedział strażnik, pary musiały być dwie. Lecz dla tych którym jest to pisane zawsze znajdzie się rywal. Po niedługiej chwili, przez wodospad na polankę wleciały dwa zmodyfikowane TIE, niczym przy poprzedniej wizycie. Tym razem jednak z jednego wysiadła wysoka, łysa postać(której ani rasy ani imienia nie pamiętam :( ), z drugiego zaś Hutt. Mistrz i uczeń. Obaj mieli na sobie płaszcze inkwizytorów. Oni również zajęli swoje miejsca i…(tu proponuje żeby chłopaki opisały przebieg zmagań z Sithami ponieważ rozważałem wtedy z Miłoszem kradzież TIE-ów, i przez dyskusję niewiele słyszałem).

W trakcie zmagań Jedi z Sithami, Jack starał się wykonać szczepionki. Starał to dobre słowo, gdyż mimo dwóch prób i zmarnowania wszystkich materiałów nie udało mu się wytworzyć żadnej. Pamiętając jednak że na tej właśnie planecie powstała i choroba Blu i szczepionka na nią, Tinker wziął resztę drużyny do laboratorium. Szczęśliwie na miejscu udało się odnaleźć składniki potrzebne do wykonania szczepionek. Mniej szczęśliwie, po zajrzeniu do klatek w których trzymane do testów były małe Wookie okazało się że zostały z nich tylko rozsmarowane plamy fioletowej mazi. Towarzysze wrócili nad wodospad, trzymając droidy w śluzie statku aby nie zarazić pozostałej dwójki i tym razem szczęśliwie stworzyli szczepionkę w aż 9 egzemplarzach. Dwa powędrowały do Strażnika. Jeden do jego własnego użytku, gdyż grupa przyniosła do niego chorobę, drugi, w zamian za uleczenie go z choroby którą bohaterowie sami go zarazili, w ramach przysługi miał zostać przez niego dostarczony Amandzie po jej pojawieniu się na planecie, w starym obozie CIS-owców. Następnie drużyna wyruszyła w to właśnie miejsce, przygotowując podwaliny pod obóz, zostawiając zapasy i dokonując drobnych napraw, i wreszcie, zabezpieczona i z mogącymi się przydać w negocjacjach szczepionkami ruszyła na Corelię.

Wprowadzone wcześniej przez Jacka dane, do uprawnień do odlotu z Ryloth, jak się okazało były zgodą kogoś bardzo wysoko postawionego, co wciąż będąc w systemie, pozwoliło przelecieć przez blokadę planety bez żadnych problemów. Jednak z zastrzeżeniem że przy odlocie nie mogą zostać wykryte żadne ślady skażenia, ponieważ w innym wypadku statek zostanie zniszczony na miejscu. Bohaterowie bez większych problemów wylądowali na planecie. Ustalili że droidy są własnością organicznych członków drużyny, a Tinker tak na prawdę jest droidem kopalnianym. Po częściowym rozbrojeniu wyszli na spotkanie z patrolem aby poddać się kontroli. Czarująca gadka Zorna sprawiła że imperialni nie nabrali żadnych podejrzeń, jednak brak ważnych papierów na droidy poskutkował mandatem na 100 kredytów :/ Następnie wszyscy udali się do domu droida Jacka, gdzie tez poznali(sic!) jego żonę. I… na razie tyle :D

Przypominam wszystkim, mamy jedną superhipermegaważną informację która jest na dysku odzyskanym z martwych, zimnych rąk Dralla odpowiedzialnego za powstanie Blu i szczepionki na niego. I tą też informację możemy wymyślić sami. Jakakolwiek by ona nie była(oczywiście o ile nie będzie stać w ewidentnej sprzeczności z obecnymi wydarzeniami lub będzie odrealniona), stanie się prawdziwa. Możemy wymyślić cokolwiek. Kombinujcie jak możecie, najlepiej żeby było to coś co pomoże we wzmocnieniu pozycji naszej rebelii, osłabi pozycje imperium lub będzie istotne w zwalczaniu wirusa.

Jeśli cokolwiek pominąłem to proszę o korektę w odpowiedzi :)

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.